Wszystkie zdjęcia na tym blogu są mojego autorstwa, nie zezwalam na ich kopiowanie, umieszczanie na innych blogach czy gdziekolwiek bez mojej wiedzy . Nie kradnę i nie chciałabym być okradana. Jeżeli wzoruję się na pracy innej osoby, poinformuję osobę zainteresowana i oznaczę ją pod zdjęciem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą quilling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą quilling. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

swiateczna mieszanka



Pomalu koncze prace, bo w piatek trzeba zawiezc wszystko na Markt. Z rozpedu dorobilam jeszcze trzy kartki, tym razem quilling i haft matematyczny. Wyjatkowo w tym roku nie robilam zadnych krzyzykow. Pomylka - krzyzyki robilam, ale na wielkanoc, haha. Moje foty zawsze sa plaskie, ale zapewniam, ze gwiazdki i napisy sa na kostkach dystansowych, podobnie fragment z haftem.



Zmajstrowalam jeszcze dwie bombki cekinowe. Osobiscie okropnie mi sie nie podobaja, sa jakies takie, jak to moj maz mowi - bardzo tureckie. Ale, ze cekiny i szpilki leza u mnie od jakis 3 lat, postanowilam w koncu jakos je wykozystac. MAlo wyrazne, ale fotograf ze mnie marny.





Kilka papierowych dupereli do kompletu. Ostatnio chyba zapomnialam wrzucic gwiazdki i serducha, ale juz sa spakowane w kartonie, wiec na pewno nie bede za nimi grzebac.




Jeszcze lampionik z recznie malowanymi krzaczkami.


W kolejce jeszcze czekaja drewniane dzwoneczki decu, ale to juz jutro....
Drewniane co nieco do decu kupuje tutaj





poniedziałek, 5 listopada 2012

jeszcze Wam nawrzucam


Kartka slubna dla kolezanki.
Troche scrapa, troche quillingu.... ciezko okreslic, jakies takie moje wymysl. Grunt, ze mlodym sie podobalo. Wtedy nie mialam jeszcze zadnych dziurkaczy wiecz pelna prostota tutaj gosci :)


Osiemnastkowo dla bratanka, pomysl gajerka 
podpatrzony gdzies w necie. Jesli pomyslodawca 
tu trafi, to chetnie odznacze te osobe, bo za nic 
w swiecie nie mam pojecia skad to mam.

    A to juz baaaardzo stary wymysl mojej fantazji. Pewnie ma jakies 10 lat :) Wisi w moim dawnym pokoju u rodzicow w Polsce. Moje ukochane tulipany zawieszone w prozni. Zupelnie jak ja bylam w tym okresie.


Teraz najpiekniejsze w swiecie artystyczne zmagania mojego, wowczac dwuipolrocznego syncia.
Na koniec swinka okazala sie miec kolor czarny, bo moj synek stwierdzil ze jak swinka, to przeciez musi byc wypackana w blocie.
Ah te dzieci. Ich pomyslowosc nie zna granic :)

 Moje zmagania ze slodkosciami. Poczatkiem roku zrobilam tort dla malzonka. Jest pianista, wiec temat jak najbardziej musial byc dobrany to takich okraglych urodzin :)



 Tym razem quillingowa karteczka dla syna szwagra.
Strasznie spodobaly mi sie te quillingowe wygibasy, wiec zaczelam dzialac w tej dziedzinie rowniez. 


  Narobilam pelno wielkanocnych kartek, niestety wiekszosc poczatkowych prac rozeszla sie zanim zdazylam upamietnic je na konkretnych zdjeciach


 Na koniec jeszcze jakies odpadki moich quillingowych zmagan. Nie nawrzucam Wam za duzo :) Takie tylko conieco, zeby nie bylo ze tak jakos pusto u mnie. Nie lubie przeciagow :)

 W wiosennym klimacie

 Slubna praca nawet nie skonczona :) Pozniej zapomnialam sfotografowac i poszla w swiat

z zupelnie innej prafii




Choinkowe swieta tuz tuz, a ja uzupelniajac moje ogromniaste zaleglosci robie sobie jaja. 
Quillingowe jajo debiutanckie, wytror mojej fantazji z ubieglego roku. Dla niektorych z pewnoscia znane z centrum rekodziela. 
Tlo nie jest ciekawe, poniewaz to byl eksperyment i pomalowalam aby aby plakatowkami synka. Absolutny brak szpachlowki :) 
Cos jednak z tego wyszlo, wiec mozna dzielo pokazac swiatu.



Duety patchworkowo quillingowe tez wyszly przypadkiem :)
Tak to juz u mnie bywa.... Eksperymentuje po kolei z czym sie da, raz z lepszym raz z gorszym skutkiem, ale czlowiek przeciez nie moze stanac w miejscu :) 
Pisanki, skrobaki robie od wiekow. Pamietam, kiedy bylam jeszcze dosc mala dziewczynka, w wielki piatek przychodzil moj najstarszy brat i siostra mamy, brali w rece zwykle kuchenne nozyki i skrobali rozne kwiatki i inne wzorki na farbowanych przez mame jajkach. Byly to bardzo proste wzory. Probowalam razem z nimi, ale kiedy juz kilka jajek peklo mi w rekach, stwierdzilam ze jednak nie bede marnowac materialu :) W sobote, kiedy wracalismy z kosciola ze swieconka, wyciagalam z wielkiego kosza ufarbowane jaja i walczylam ze skrobaniem. W koncu opanowalam ruchy nozem tak, ze jajka przestaly pekac.


 Kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy przywiozlam do rodzicow bardziej zaawansowane pisanki, cala rodzinka podjela decyzje, ze zaprzestaja swojego skrobania, bo to bardzo slaby efekt. W ten oto sposob na mnie spadl obowiazek robienia kraszanek dla wszystkich. 
Poniewaz jednak skrobanie jednego jajka zajmowalo mi kilka godzin pomimo bardzo ostrego skalpela :) wpadlam na pomysl ze bede pracowac na wydmuszkach. Takie przeciez mozna trzymac dluzej niz tylko kilka dni swiat.

   Kiedy juz cala rodzinka dorobila sie jakiegos zapasu kraszanek, postanowilam sprzedawac pisanki na e-bay. Niemcy przeciez lubia takie rzeczy. 
I tutaj sprawa sie rypla. Caly rok trzeba zbierac wydmuszki i skrobac kiedy sie da, bo ile by nie bylo, wszystkie sie sprzedaja i jeszcze prosza o wiecej. W ubieglym roku pozbylam sie nawet swoich prywatnych. 



Chcialam ulatwic sobie zycie i zakupilam sprzet do grawerowania, ale doszlam do wniosku ze lepiej poswiecic kilka godzin i pomachac skalpelem.
Wtedy praca jest w stu procentach dzielem ludzkich rak, a i jak dla mnie, efekt jest ciekawszy.