Witajcie Ludziki Kochane !!!
Od ubiegłego roku starałam się zabrać za zmajstrowanie weneckiej maski, ale jakoś wcześniej mi się to nie udało. Aż do wczoraj. Kiedy Danusia ogłosiła kolorek na listopad, zaczęło się myślenie. Miałam kilka typów, które skrzętnie zapisywałam sobie w kajeciku, co by mi żaden pomysł nie umknął. Z całej listy różności, gdzie każda miałaby być wykonana zupełnie inną techniką, wybrałam wenecką maskę.
Rolka gipsu już od dawna znajduje się w moich przydasiowych zbiorach. Z nad morza przywiozłam taką zwykłą plastikową maskę, którą zakupiłam w celu użycia jako bazy do formowania maski. Nie mam pod ręką model, którego mogłabym zmolestować do pracy, a na samej sobie jakoś nie chciało mi się działać. Oczywiście przydałby się ktoś z delikatnym nosem, wtedy efekt byłby idealny, ale trzeba było radzić sobie z tym, co się ma. A że sama mam taki truskawkowy czy też kartoflany kinol, to ten z formy pasuje na mój dziób idealnie.
Danusia podała nam kilka propozycji kolorystycznych, złoto pozwoliła pomieszać z czernią, fioletem i bielą bądź ecru. Mój wybór padł na połączenie z czernią.
Nie zwracajcie zbytnio uwagi na szczegóły, ponieważ jest to moja pierwsza taka praca, więc od ideału daleka. Z pewnością nie jest ostatnia, bo spodobało mi się takie brudne i mokre dłubanie.
Teraz jestem specjalistką od gipsu, więc na ortopedę na pewno się nadaję. Jakby gdzieś, komuś, kiedyś było trzeba, to ja już wiem jak to działa, więc chętnie pomogę :)
Nie będę się już więcej przechwalać. Prezentuję Wam moje pierwsze weneckie dzieło. Zdjęć trochę dużo, ale jakoś nie mogłam się znów zdecydować, a chciałam pokazać efekt mojej pracy z każdej strony.
Nie miałam zbytnio z czym szaleć, więc użyłam zakupionej
niedawno moskitiery okiennej :) Nie jest szczególnie elegancka, do tego na zdjęciu wygląda nijak, ale ... Jak się nie ma co się lubi, to się lubi
co się ma. Ja tam swoją maskę lubię. I tę prywatną i tę gipsową.
Kwiatek wygnieciony z papieru foto o gramaturze 270 g/m2. Papier jest bardzo twardy, świetnie się z nim pracuje, ale trzeba go chwilę namoczyć przed formowaniem. Dodatkowo płatki delikatnie przetarte perlen penem i psiknięty lakierem bezbarwnym w sprayu.
Wzorki reliefowe robione czarnym linerem 3D, następnie posypane mieszanką brokatu, który zsypuję do pojemnika podczas pracy z bombkami. Później zostaje mi taka kolorowa mieszanka do innych celów :)
Z uśmiechniętą maską zgłaszam swoją pracę na kolorowe wyzwanie u Danutki . Mam nadzieję, że tym razem będzie jeszcze więcej artystek kolorystem i dobijemy setki :)
Jeżeli chodzi o mój stosunek do złota, to niekoniecznie przepadam za takim czystym wydaniem. Pierścionek zaręczynowy, obrączka, kolczyki i zawieszka z łańcuszkiem, owszem, ale mieszane z białym złotem pół na pół. Złotych zębów nie posiadam :)
Lubię mieć parę złotych w kieszeni, ale to też tylko jak jestem w Polsce, bo tutaj nawet miliony na nic by się zdały.
Jako dodatki w pracach złoto wskazane, owszem, najchętniej jednak stare.
Oooo.... klamki w domu mam właśnie w kolorze starego złota.
Bożonarodzeniowo również złoto u nas gości, nawet do wielkanocy, albo i dłużej, bo jak na choinkę wrzucę tzw anielskie włosy w złotym kolorze, to później po całym domu się ciągną. Wszędzie się plączą :)
W październiku rządziłam trochę u Danutki, jako pomysłodawca wyzwaniowego kolorku. Mój wkład w zabawę został doceniony i szefowa zrobiła dla mnie przepiękny świeczniczek z zimnej porcelany. Owe cudo wpadnie w moje łapki w grudniu, kiedy wybiorę się do Polski, więc będę je prezentować u siebie dopiero po powrocie do domu. Jeżeli chcecie zobaczyć i troszkę mi pozazdrościć, zapraszam na blog Danusi KLIK, tam można zobaczyć i podziwiać moją nową domową dekorację.
Na koniec dorzucę Wam w gratisie fotki z etapu tworzenia mojego złotego, wyzwaniowego dzieła, żeby nie było, że maska od chińczyka za parę centów :)
Poniższa fotka trochę mało wyraźna, ale wiadomo o co chodzi :)
Buziam Was ciepło i zmykam do swoich dłubanek.
Do zobaczyska w kolejnym poście
Martucha